|
Fallout
- ta nazwa w umysłach graczy na całym świecie budzi jedno skojarzenie: genialny
cRPG zachwycający swoją głębią, dopracowaniem oraz przytłaczającym,
postapokaliptycznym klimatem. Jakiś czas temu okazało się, że najnowsza,
trzecia część, która umarła w fazie produkcji, została wykupiona przez Bethesdę,
wraz z prawami do całej marki. Czy twórcy, bardzo cenionego, Obliviona, stanęli
na wysokości zadania, czy też rzesze fanów, które czekały na premierę kolejnej
odsłony Fallouta, czeka kubeł zimnej wody?
Pierwsza
rzecz, o jakiej należy pamiętać, to fakt, że Bethesda lubi robić gry po
swojemu. Dlatego też Fallout 3 zaczyna się od narodzin bohatera, a następnie
prowadzi nas, poprzez ukazanie kilku ważnych scen z jego życia, przez
dzieciństwo, dorastanie, aż do osiągnięcia wieku 19 lat. Jest to nic innego,
jak sprytnie wplecione w grę tworzenie postaci (coś podobnego widzieliśmy już w
Oblivionie) - co jakiś czas sytuacja będzie od nas wymagała, abyśmy określili
atrybuty swojej postaci (płeć, wygląd, statystyki, umiejętności), co jest
bardzo fajne, kiedy gramy po raz pierwszy, ale nuży, kiedy zaczynamy grać po
raz kolejny. Zwłaszcza, że pod koniec prologu, będącego rozbudowanym tutorialem,
i tak możemy dowolnie zmienić nasze dotychczasowe wybory, zanim zmierzymy się z
niebezpieczeństwami Pustkowia.
 |
 |
Zanim
jednak przyjdzie nam odetchnąć świeżym powietrzem, pełnym radioaktywnego pyłu i
zakosztować wody z napromieniowanej kałuży, zapoznamy się z Kryptą 101, w
której przyszło nam urodzić się i dorosnąć. Podobnych miejsc jest całe setki -
podziemne kompleksy rozsiane po Stanach Zjednoczonych, w których schroniła się
ludność przed promieniowaniem, które skaziło powierzchnię naszej planety po
wojnie nuklearnej. Jedyną bliską osobą jest dla nas ojciec - matka zmarła przy
porodzie. Życie w Krypcie jest dość monotonne, ale to cena jaką się płaci za
odizolowanie od niebezpieczeństw świata zewnętrznego. Jej mieszkańcy rodzą się
tu, pracują i umierają. Nikt nie opuścił Krypty 101 od lat. Stąd spore
zaskoczenie, kiedy okazuje się, że osobą która zdecydowała się na ten
desperacki krok, jest twój ojciec. Nie zastanawiając się ani chwili, ruszasz
jego śladem, nie pomny na niebezpieczeństwa Pustkowia.
Trudno
mi powiedzieć, czy to jakaś cecha wspólna gier Bethesdy, ale fabuła Fallout 3,
podobnie jak Obliviona, wydaje się być całkiem ciekawa, ale nie wywołuje ona
większych emocji i najlepsze co można o niej powiedzieć, to że nie zniechęca do
gry i w sumie jesteśmy ciekawi zakończenia. Nic ponadto.
Podobnie
mieszane uczucia mam jeśli chodzi o samą rozgrywkę. Otrzymujemy bowiem do
dyspozycji ogromny świat, pełen osad, miasteczek i resztek, niegdyś wspaniałych, budowli.
Zasiedlają go całe rzesze ludzi, którzy nieustannie walczą o przeżycie z najróżniejszymi
monstrami, promieniowaniem, głodem i z sobą nawzajem. Jednakże podążając za
głównym wątkiem zobaczymy jedynie skrawek tego świata - dopiero wykonując
zadania poboczne jesteśmy w stanie zobaczyć jego ogrom. Samych zadań jest dosyć
sporo i często są bardzo nietypowe, jak np. szukanie ulepszonej, bardzo
rzadkiej, odmiany Nuka-Coli dla entuzjastki tego napoju, czy też rozwiązanie
problemu miasta zwanego Megaton, które ktoś „nieopatrznie" wybudował wokół
niewybuchu bomby atomowej. Niestety, aby wykonać większość z tych zadań, musimy
znaleźć zleceniodawcę, a to wiąże się z przeczesywaniem Pustkowia w
poszukiwaniu osad, w których może mieszkać ktoś zainteresowany naszymi
usługami. Problemem jest jednakże przepastność świata i to, że czasami możemy
przemierzyć kawał drogi i znaleźć jedynie parę jaskiń zamieszkanych przez ghule
i kretoszczury. Są gracze, którzy lubią bawić się w odkrywców i zaglądać w
każdą dziurę, ale na mnie perspektywa grania przez pół godziny wiedząc, że mogę
nie znaleźć kompletnie niczego i nie wykonać żadnego zadania, działała dość
odstręczająco.
Podobnie
sprawa się miała w sytuacjach, kiedy wysoko rozwinięta elokwencja nie pomagała
i trzeba było przejść do bardziej bezpośrednich metod interakcji z otoczeniem .
Twórcy chwalili się, że dzięki systemowi V.A.T.S., Fallout 3 może przekształcić
się z FPSa w grę turową. Rzeczony system, za naciśnięciem jednego przycisku,
pauzuje grę i robi zbliżenie na najbliższego przeciwnika, pokazując w
procentach szansę na trafienie w poszczególne części ciała. Sprawdza się to
świetnie (choć pokazywanie każdego wystrzału w zwolnionym tempie zaczyna po
pewnym czasie nużyć), ale ma jedną zasadniczą wadę. Każdy oddany w ten sposób
strzał zużywa bowiem Punkty Akcji, których wystarcza, w najlepszym wypadku, na
zabicie 2-3 przeciwników. W najgorszym zaś, powoduje jedynie draśnięcie, przez
co jesteśmy zdani na „ręczne" celowanie, które jednakże wymaga bardzo dużej
precyzji. Dlatego też „ręczne" strzelanie do przeciwnika, w oczekiwaniu na
regenerację wspomnianych punktów, jest najczęściej zwyczajną stratą amunicji i
marnowaniem broni, która się zużywa i po niedługim czasie wymaga naprawy.
Bardzo
często w tej recenzji pojawiają się porównania do Obliviona, ale to dlatego, że
Fallout 3, to tak naprawdę Oblivion, tylko że w innej scenerii i z innym
zestawem broni. Nigdzie nie widać tego tak dobrze, jak w grafice. Oblivion był
piękną grą, kiedy się pojawił. Niestety, od jego premiery minęło już trochę
czasu i jego silnik zdążył się zestarzeć. Panom z Bethesdy, zdawało się to
jednak zupełnie nie przeszkadzać i Fallout 3 wygląda jak Oblivion, tylko bez
drzew i trawy - paskudnie. No dobrze, może trochę przesadzam - wszak trudno
wykrzesać iskierkę piękna z połaci terenu składających się ze skał i szarego
pyłu, czy też ze zrujnowanych budynków. Patrząc jednakże na inne współczesne
gry, trudno nie zauważyć, że panom z Bethesdy nie chciało się zrobić kompletnie
niczego, aby poprawić grafikę, w porównaniu do Obliviona. Przez to otoczenie
wygląda wstrętnie, twarze postaci nadal mają dość specyficzny wygląd, który
mnie osobiście nigdy nie przypadł do gustu, zaś animacja głównego bohatera
(która już w Oblivionie wywoływała uśmiechy politowania), to jawna kpina z
graczy.
 |
 |
Jeśli
chodzi o udźwiękowienie, to zapamiętałem Fallouta 3, jako bardzo... cichą grę.
Poza odgłosami wystrzałów i kroków, trudno o jakieś inne dźwięki, brak jest
również jakiejkolwiek muzyki. Sytuację ratuje tu radio, które w każdej chwili
można sobie włączyć. Trzeba przyznać, że pomysł niezwykle trafiony i
podróżowanie przez Pustkowie, przy dźwiękach muzyki sprzed ponad pół wieku,
było dla mnie bardzo przyjemnym doświadczeniem. Tu jednakże, również pojawia
się pewien problem. Powiem wprost - nie spodziewałem się czegoś nawet
zbliżonego, do tego, co oferuje nam seria GTA, jeśli chodzi o stacje radiowe,
lecz to, co usłyszałem, było po prostu... żałosne? Piosenek, zgodnie z listami,
jakie można znaleźć w Internecie, jest całkiem sporo. Osobiście, nie wiem czy
słyszałem więcej, niż 20. Choć spędziłem z grą około 16 godzin, przez cały czas
mając włączone radio, bez przerwy się one powtarzały. Rozwiązaniem byłaby
naturalnie zmiana stacji, ale tych udało mi się namierzyć całe trzy, z tym że,
zasięg „ogólnopustkowiowy" ma jedynie Galaxy News Radio, więc skazani jesteśmy
na wciąż ten sam zestaw piosenek oraz najbardziej irytującego DJa w całej
historii radia. Składa się na to wszystko - sposób akcentowania słów, przesadna
emfaza, denerwujący manieryzm zwracania się do słuchaczy per „dzieci" oraz to,
że co 10 sekund wyje do mikrofonu, co ma podkreślić jego pseudonim
„artystyczny". Gość każe się nazywać... uwaga... TrzyPies („ThreeDog"). Jego rola
mogła być dość ciekawa - poza drobnymi poradami „jak nie dać się zabić", podaje
również najnowsze informacje, w tym także o czynach, jakich dokonał bohater.
Problem jednak polega na tym, że podobnie jak piosenek, wypowiedzi TrzyPsa jest
dosłownie garstka. Gra „montuje audycję na bieżąco", korzystając z zestawu
piosenek i wstawek TrzyPsa, ponieważ jednak nie ma zbytnio z czego wybierać,
„newsy" oraz inne wstawki TrzyPsa, podobnie jak piosenki, powtarzają się co
chwilę. Gracz pozostaje zatem przed wyborem - albo grać w zupełniej ciszy, albo
słuchać wciąż tych samych piosenek i wstawek idioty. Ja zdecydowałem się na
granie z włączonym radiem i z każdą godziną grania coraz większą agresją do
niego pałałem. Jedynym chlubnym wyjątkiem jest tu słuchowisko o Kapitanie
„Śmiałym" Dashwordzie - dość ciamajdowatym pseudosuperbohaterze, który co
chwilę wpada w jakieś kłopoty. Fajna historia, świetny voiceacting, ale
odcinków jest niewiele i często się, jakżeby inaczej, powtarzają... Pozostawię to
bez komentarza...
Podsumowując,
Fallout 3 to gra bardzo nierówna. Z jednej strony oferuje ogromny świat, pełen
niespodzianek i smaczków dla fanów poprzednich części, z drugiej strony wymaga
często grania przez kilkanaście minut, bez wyraźnie wyznaczonego celu. Oferuje
niezły system walki, dzięki zastosowaniu V.A.T.S., ale bardzo ogranicza
możliwości jego użycia. Gdy do tego dodamy bardzo przeciętną grafikę oraz
świetnie dobrany, ale bardzo ubogi repertuar muzyczny, wychodzi nam gra, będąca
średniakiem. Średniakiem, który, pomimo tego, co wcześniej napisałem, potrafi
wciągnąć. Mnie jedynie na 16 godzin, ale znam osoby, które spędziły przy nim
50, a nawet 80 godzin! Dlatego też podwyższyłem ocenę końcową, z myślą właśnie
o osobach, które lubią zagłębić się w świat i zaglądać w każdą dziurę w ziemi -
im ta gra zdecydowanie przypadnie do gustu.
Ocena: 8/10
Plusy:
- przepastny, postapokaliptyczny świat pełen niespodzianek
- ciekawie rozwiązany system walki
- niepowtarzalny klimat
Minusy:
- przeciętna fabuła
- przeciętna grafika
- walka może stać się przykrym obowiązkiem
- ubogi repertuar muzyczny
- wybitnie irytujący DJ lokalnego radia
- można grać przez godzinę i nigdzie nie dojść, niczego nie
odkryć, niczego nie osiągnąć
Producent: Bethesda
Wydawca: Cenega
Platformy: PS3, X360, PC
Ceny: 219,90 (PS3, X360), 129,90 (PC)
Wymagania (PC):
Minimalne:
Windows XP/Vista
Pentium 4 2.4GHz
1GB RAM
GeForce 6800/Radeon X850 256MB
Zalecane:
Core2Duo
2GB RAM
GeForce 8800/Radeon 3800 512 MB
Odsłon: 1217
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |