|
Electronics
Arts znane jest z wypuszczania rokrocznie nowych FIF, NHL'ów, Need for Speedów
i coraz dziwniejszych dodatków do Simsów. Jakiś czas temu jednakże, największy
wydawca gier na świecie, postanowił zainwestować w nowe marki. Jedną z nich
jest survival horror Dead Space, który nieraz był opisywany jako Resident Evil
w kosmosie. Takie określenie automatycznie budzi ogromne oczekiwania. Czy gra
im sprostała?
Lubisz kosmos?
Przyszłość,
jak nietrudno się domyślić, nie jest szczególnie przyjemnym miejscem. No,
chyba, że kogoś kręci perspektywa przeżycia większości swoich dni na statku
kosmicznym, niezmiennie otoczonym pustką kosmosu. Jeśli komuś taka perspektywa
wydaje się kusząca, to z pewnością chciałby służyć na takim statku, jak USG
Ishimura - molochu, który jest rodzajem mobilnej kopalni. Ale nie kopalni z
rodzaju tych, które wyglądają jak dziura w ziemi, z której ktoś coś wygrzebuje,
tylko z tych, co wysadzają całą górę i sprawdzają, czy jest w środku coś
godnego uwagi. Ishimura to planetcracker - przetrawia całe planety gromadząc
złoża naturalne, zaś całą resztę wypluwając w niebyt. W czasie jednej z takich
planetożernych wypraw coś poszło nie tak i Ishimura straciła łączność. Wielka
kompania górnicza, do której należy Ishimura, natychmiast wysłała grupę
techników, aby usunęli usterkę. Jednym z nich jest Isaac Clarke, który poza
naprawą łączności, ma nadzieję spotkać Nicole - jego, jak możemy się domyślać,
dawną miłość, do której uczucie nigdy nie wygasło. Kiedy bohater wraz z ekipą
docierają na miejsce są niemal natychmiast zaatakowani przez przerażające
stwory. Zmuszeni są rozdzielić się i ratować ucieczką. Przy życiu pozostają
jedynie Isaac, pani technik imieniem Kendra oraz Hammond - dowódca, który
sprawia wrażenie jakby wiedział więcej, niż chce powiedzieć. Tak czy inaczej,
czeka ich rozpaczliwa walka o przeżycie, w czasie której odkryją co stało się z
załogą Ishimury, liczącej 1000 osób, i jaki ma to związek z tajemniczym
Markerem, który udało się niedawno nieszczęśnikom odnaleźć na nieznanej planecie.
Kosmiczne nadzieje
Powiem
szczerze, że co do Dead Space miałem bardzo wysokie oczekiwania i bałem się,
czy finalny produkt im sprosta. To wszak gra, która pojawiła się znikąd i od
początku chciała być bardzo oryginalna i ambitna. Mam niestety już na swojej
liście kilka wyróżniających się gier, które okazały się, delikatnie mówiąc,
niewypałami (chociażby Lair i Viking) i bardzo bałem się, że z najnowszą
produkcją EA może być podobnie. Czy tak się stało? Nie, nie i jeszcze raz nie!
Rozczłonkowywanie członków członkom (załogi)
Rozgrywka
w Dead Space wygląda jak we wszystkich grach z gatunku survival horror -
bohater powolnymi krokami przemierza opustoszałe pomieszczenia z garstką
amunicji, modląc się w duchu, żeby ten niepokojący odgłos był wytworem jego
wyobraźni galopującej na granicy obłędu, a nie czającego się w cieniu
przeciwnika (w tym przypadku: nekromorfa). Bardzo dobrym posunięciem twórców,
było zrobienie bohaterem nie napakowanego najemnika, ale prostego inżyniera i
danie mu do dyspozycji... właściwie to niczego mu nie dali i Isaac, czyli gracz,
musi radzić sobie przy pomocy tego, co znajdzie. Plazmowy przecinak, piła
tarczowa - narzędzia codziennego użytku, ale muszą wystarczyć. Jedynym
wyjątkiem jest tu karabin - standardowa broń ochrony statku. Nie znaczy to
bynajmniej, że arsenał jest skromny. Liczy sobie 7 broni, każda z alternatywnym
trybem strzału. Możemy je dodatkowo ulepszać oraz handlować nimi przy pomocy
specjalnych terminali rozsianych po całym statku. Dzięki temu zaś, że są one de
facto narzędziami, a nie typową bronią, stanowią oryginalną i miłą odskocznią
od standardu znanego z większości gier, typu:
pistolet-strzelba-kałasz-snajperka-RPG. Nie znaczy bynajmniej, że są mniej
śmiertelne. Wręcz przeciwnie - idealnie nadają się do tego, co miało być
wyróżnikiem Dead Space - strategicznego rozczłonkowywania. Ogólnie rzecz
biorąc, idea ta opiera się na tym, że nekromorfy, z jakimi przyjdzie Isaacowi
walczyć, są obcą, wyjątkowo wytrzymałą, formą życia, która jest rodzajem
pasożyta, przejmującego kontrolę nad ludzkim ciałem i dostosowującego je do
swoich potrzeb, wykształcając szpony, wydłużając kończyny itd. Można oczywiście
zabić je atakując w korpus, czy głowę, jednakże wymaga to sporej ilości
amunicji, której w grze zwyczajnie nie ma na tyle. Pozostaje jedynie celnymi
strzałami pozbawiać wrogów kończyn, aby ich unieruchomić. Gra takie
unieruchomienie traktuje jako natychmiastowe uśmiercenie, do czego można się
przyczepić (dlaczego nie zwijają się, próbując ugryźć bohatera i dopiero po
chwili wykrwawiają się i umierają), ale tylko jeśli ktoś naprawdę lubi być
upierdliwy. Poza tym, nie wpływa to na rozgrywkę, która po prostu wciąga. Jeśli
uważasz, że strzelanie w głowy wieśniakom w Resident Evil 4 jest jedną z tych
rozrywek, która nigdy się nie nudzi, musisz spróbować paru amputacji w Dead
Space - gwarantuję, że je pokochasz.
W walce
z przeważającymi siłami wroga pomagają również dwa urządzenia, jakie Isaac
zdobywa na początku gry. Pierwsze z nich pozwala na używanie telekinezy
(przydatne w gromadzeniu znajdziek w zerowej grawitacji, a także rzucaniu czymś
ciężkim w nekromorfy), drugie zaś na spowolnienie czasu na niewielkim obszarze
(przydatne zarówno w walce, jak i podczas przemieszczaniu się po statku).
W próżni nie pogadasz
Jednym z
elementów rozgrywki, jakim szczycili się twórcy były fragmenty w próżni przy
zerowej grawitacji. Opisywano je, obok rozczłonkowywania nekromorfów, jako coś,
co miało stanowić o jakości i świeżości rozgrywki Dead Space. Tak też się stało
w rzeczywistości. Pomieszczenia bez grawitacji wyglądają niesamowicie -
wszystko w nich lewituje, zaś widok nekromorfa, który ginie i zaczyna się
powoli unosić, zaś obok niego z odciętej kończyny wydobywa się krew skupiona w
kilka „bąbli", jest po prostu jedyny w swoim rodzaju. Do tego dochodzi genialne
odwzorowanie dźwięku w próżni i fakt, że skacząc ze ściany na sufit i vice
versa (na co pozwalają Isaacowi specjalne buty), łatwo stracić orientację, co
tylko zwiększa ilość adrenaliny. Zaś nekromorfy nie śpią - wręcz przeciwnie,
świetnie czują się w próżni i bez grawitacji. Aha, i to nie im właśnie kończy
się tlen...
Malowniczość wąskich korytarzy
 |
 |
Dead
Space, jako całość, prezentuje bardzo wysoki poziom i oprawa audiowizualna nie
jest tu wyjątkiem. Tak, pomieszczenia są niewielkie, korytarze wąskie i
opustoszałe. Czego jednakże spodziewać się po wnętrzu statku kosmicznego? Tafli
jeziora przepięknie odbijającej majestatyczne, wiecznie ośnieżone, szczyty gór?
Realistycznie wyglądającego zagajnika z jelonkiem? Dostajemy jednakże wszystko
to, co powinno być na tak wielkiej jednostce jak Ishimura. Podzielona jest ona
na wyspecjalizowane części, zwiedzimy zatem centrum dowodzenia, oddział
medyczny, a nawet szklarnie, gdzie rosną świeże warzywa i owoce dla załogi!
Znajdziemy również sporo plakatów wiszących na ścianach, przypominających o
przestrzeganiu zasad BHP w pracy, czy też zachęcających do skorzystania usług,
jakie oferuje dany oddział statku. Wszystkie te szczegóły, świadczące o tym, że
tu prowadziły normalne życie setki ludzi, świetnie kontrastują ze zdemolowanymi
pomieszczeniami, pełnymi krwi i kończyn, natychmiastowo sprowadzając nas na
ziemię i przypominający, że walczymy tu o życie.
Świetnie
wyglądają również nekromorfy - choć nie występują w wielu odmianach, to widać,
że zaprojektowano je z, dość chorą, fantazją. W efekcie budzą w graczu strach i
odrazę, czasem nie tylko samym swoim wyglądem, ale też tym, z jaką przerażającą
determinacją potrafią rzucać się na niego, czy też czołgać się w jego stronę po
stracie nóg.
Należy
jeszcze nadmienić, iż Dead Space ma swoje naprawdę świetne momenty, najczęściej
wiążące się z niesamowitymi widokami tego, co aktualnie znajduje się za oknem.
Natomiast wyjątkowo oryginalnym elementem prezentacji Dead Space, jest fakt, iż
gra nie posiada jakiegokolwiek interfejsu. Rzeczy typu ekwipunek, czy mapa
wyświetlane są w świecie gry za pomocą rzutnika hologramów będącego częścią
kombinezonu Isaac'a. Ilość amunicji pokazują hologramy na samych broniach, zaś
pasek życia umieszczono wzdłuż kręgosłupa bohatera. Sprawdza się to świetnie,
wygląda genialnie i wydaje się o wiele bardziej naturalne, niż jakieś sztywne
napisy na ekranie.
Kup pan downloadable content
Dead
Space, jak właściwie każda nowa gra, doczekał się też płatnych dodatków, które
można ściągać z PS Store i Xbox Marketplace. W tym momencie dostępne są nowe
kombinezony, nowe skiny do broni, czy też zwiększenie ich mocy. Jedyny problem,
jaki zauważyłem, to łączny koszt, jaki należałoby ponieść, aby wszystkie te
dodatki kupić na PSS. Wynosi on 96 zł! Świetny sposób na wyciągnięcie od graczy
dodatkowej garści pieniędzy...
Wady? A co to?
Dead
Space należy do tego wąskiego grona produkcji, którym trudno wytknąć jakieś
wady. Na upartego można się przyczepić, że nekromorfy, choć wyjątkowo paskudne,
występują w niezbyt wielu odmianach. Mnie bardziej jednak zawiodło to, że, na
przykład, po odcięciu nóg, nekromorf stara się podpełznąć do Isaaca korzystając
z pozostałych mu kończyn, nie zaś „morfować w coś jeszcze bardziej
przerażającego", jak sugerowali twórcy w trakcie tworzenia gry. Nie jest to
bynajmniej wada gry, ale szkoda, że nie wprowadzono tego elementu. Wadą trudno
nazwać również „system naprowadzania", co do którego wielu recenzentów miało
obawy. Ogólnie chodzi o to, że choć Isaac ma dostęp do trójwymiarowej mapy,
wystarczy wcisnąć prawą gałkę, a na podłodze pojawi się niebieska linia, która
wskaże kierunek, w jakim należy się udać. Jest to element bardzo pomocny, gdyż
zdarza się powracać czasem do tych samych pomieszczeń i łatwo byłoby stracić
orientację w którą stronę trzeba tym razem iść, co wymagałoby studiowania mapy.
A tak, nic nie spowalnia tempa rozgrywki.
Jedyną
rzeczą, która chyba nigdy do końca nie przypadnie mi do gustu, jest sam
bohater. Nie dość, że przez całą grę nie wypowiada ani słowa, zaś jego twarz
widzimy jedynie w outrze, to przez cały czas musimy oglądać ten jego idiotyczny
hełm w paski. Jak dla mnie, wygląda on cokolwiek dziwnie, bo jak niby Isaac ma
coś w nim widzieć?
Kosmiczna przyjemność
Podsumowując,
Dead Space to świetna gra. Ma oryginalną i momentami zaskakującą fabułę,
świetną oprawę tak graficzną jak i dźwiękową. Potrafi też nieźle przestraszyć,
zwłaszcza jeśli siedzi się w ciemnym pokoju przed dużym telewizorem i z dobrym
zestawem nagłośnienia 5.1. Przede wszystkim zaś, to przynajmniej 12 godzin
solidnej rozgrywki na najwyższym poziomie. Do tego jeszcze dochodzą,
tradycyjnie już w nowej grze, trofea/achievementy, które są wystarczającą
motywacją, by przejść tę grę więcej niż raz.
Ocena: 9+/10
Plusy:
- ciekawa fabuła
- świetna oprawa audiowizualna
- garść oryginalnych pomysłów
- wciąga!
- to dopiero pierwsza część trylogii J
Minusy:
- bezpłciowy bohater
Producent: Electronic Arts
Wydawca: EA Polska
Platformy: PS3, X360, PC
Ceny: 239,90 zł (PS3, X360), 139,90 zł (PC)
Wymagania (PC):
Windows XP/Vista
Pentium 4 3.0 GHz
1 GB RAM
Radeon
X1600 Pro / GeForce 6800 256MB
7 GB
miejsca na dysku twardym
Odsłon: 1141
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |