Niewielu jest autorów tak płodnych ja Terry Pratchett. Nic więc dziwnego, że kilka miesięcy po wydaniu „Potwornego regimentu” w księgarniach pojawiła się kolejna książka tego autora – „Piekło pocztowe”.
Książka opowiada historię zupełnie nowego bohatera – Moista von Lipwiga, którego poznajemy tuż przed tym, kiedy ma zostać powieszony. Nie ma w tym nic dziwnego, jako że nawet sam Moist nie jest w stanie określić jak wiele osób oszukał na niewielkie, całkiem spore, albo nawet ogromne, sumy. Jednakże, nie może się on z tym do końca pogodzić.(...)
Statek
rosyjskiego kosmonauty rozbija się na odległej planecie Sarkasz. Okazuje się,
że jest to świat totalitarnej dyktatury. Rządzi nim pięciu anonimowych władców,
którzy manipulują społeczeństwem za pomocą specjalnych nadajników. Maksym wstępuje
w szeregi rządowego Legionu. Po odmowie wykonania egzekucji cudem uchodzi z
życiem i trafia do terrorystycznej opozycji. Niespodziewanie dla samego siebie,
zostaje bojownikiem podziemia. Czy tę walkę można wygrać?
Kontakt z obcą cywilizacją po raz kolejny
staje się dla braci Strugackich okazją do krytyki bezdusznego reżimu, ukazania
jednostki w starciu z totalitarnym systemem, do refleksji nad mechanizmami
władzy i rolą elit.
Przenicowany świat ukazał się w Polsce
dwukrotnie-w roku 1971 i 1987. Obecne wydanie przygotowano na podstawie
najnowszej edycji rosyjskiej, autoryzowanej przez Borysa Strugackiego i
uzupełniono o fragmenty, które nie pojawiły się w żadnym z wydań polskich.
W 2008
na podstawie powieści powstał film w
reżyserii Fiodora Bondarczuka (m.in. 9 kompania).
Oto przed wami, drodzy widzowie, recenzja książki słabo znanego polskiego autora, który wedle Tediego może jeszcze niejedno zwojować w naszym literackim pół świadku. :) Zapraszam do lektury.
Ostatnimi
czasy, gdy tylko znajdę się w księgarni w dziale z polską fantastyką, z reguły
jestem bombardowany tymi samymi tytułami (najczęściej wznowieniami najlepiej
sprzedających się książek), tymi samymi autorami lub tymi samymi bohaterami polskiej
literatury si-fi. Z półek wyzierają na mnie wiedźmini, Achaje, Wędrowcze,
zmiennokształtni Hondelycy, nocarze i renegaci oraz cała gama innych postaci,
które już na dobre okrzepły w kanonie nowoczesnej, polskiej fantastyki. Broń
Boże, nie neguję tutaj jakości wyżej wymienionych dzieł, a tym bardziej kunsztu
ich autorów, jednak kiedy widzę na półce kolejny już tom przygód bimbrownika -
egzorcysty, czym prędzej zmykam do działu z fantastyką zagraniczną lub
ewentualnie bardziej wnikliwie przeszukuję półki w poszukiwaniu autora, po
którym jeszcze nie wiem czego mogę się spodziewać.
Tym razem prezentujemy wam recenzję drugiego tomu "polskiej antologii horroru" wydawnictwa Red Horse pt. "Pokój do wynajęcia". Czy część druga okazała się lepszą zbieraniną utworów od "Trupojada"? Zobaczcie sami!
Do zbiorów opowiadań zawsze
podchodzę z pewną dozą rezerwy. Może nawet nie tyle rezerwy, co niepewności.
Jeżeli są to opowiadania jednego autora, który ma już wyrobioną markę, to
biorąc do ręki zbiór jego przeniesionych na papier pomysłów, mam już pewne
wyobrażenie i wiem czego się spodziewać. Powiem więcej - mam pewność, że
większość historii będzie spełniała moje oczekiwania. Zarówno pod względem
czysto literackim, jak i pod kątem samego pomysłu, który autor pragnie nam
opowiedzieć. Tak przynajmniej jest w przypadku czytanych przeze mnie zbiorów
opowiadań Kinga, a ostatnio również Grzędowicza. Na wyżej wymienionych autorach
nie zawiodłem się nigdy i lektura ta była bardzo przyjemna.
Wiele wody
w Wiśle upłynęło, odkąd otrzymaliśmy ostatnią grę ze studia Bioware. Po
genialnych produkcjach, takich jak Baldur's Gate, a później, też całkiem
niezłym, Neverwinter Nights, prawdziwi guru elektronicznych RPGów odsunęli się
w cień. Teraz jednak uderzają ponownie z grą, która ma nam przypomnieć dlaczego
tak bardzo kochaliśmy ten gatunek.