W prawdzie patrząc po aktywnosci na stronie, mozna było wysnuć ten wniosek duzo wcześniej. Niemniej informuje oficjalnie, iz serwis Fantastyka-online kończy swoją działalność.
Jak to zwykle przy takich okazjach bywa, chciałbym podziękować wszystkim osobom, z ktorym wspołpracowałem tworząc te stronę. Jeśli jakimś dziwnym zdarzeniem losu czytacie te wypociny, to czujcie się pozrowieni. :) Daliście od siebie na prawdę bardzo duzo, co widać po liczbie artykułów na stronie. Dzięki wielkie.
Podziekowania naleza sie rowniez wszystkim odwiedzajacym, czyli m. in. tobie, drogi internauto. Bywalo was u nas momentami na prawde duzo, jak na zwyczajny, amatorski serwis traktujący o fantastyce.
Właśnie przenieśliśmy się na nowy serwer, kończąc współpracę z Future Communication.
Postarałem się, aby strona funkcjonowała po przenosinach w 100% poprawnie, jednkaże mam gorącą prośbę do wszystkich czujnych i życzliwych ludzi o zgłaszanie pojawiająyh się błędów (jeśli takowę będą :)) na nasz adres mailowy: fantastyka[kropka]online[malpa]gmail[kropka]com .
Powiedzmy
sobie szczerze - niekonwencjonalne gry są zjawiskiem niezwykle rzadkim.
Produkcja nowego tytułu wiąże się z wyłożeniem zbyt dużych sum, aby producent
mógł pozwolić sobie na stworzenie czegoś, co może się nie sprzedać. Wielkie
zatem było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałem się, że szwedzka ekipa DICE,
znana do tej pory z serii shooterów Battlefield, robi grę o bieganiu po dachach
i to z perspektywy pierwszej osoby.
Fallout
- ta nazwa w umysłach graczy na całym świecie budzi jedno skojarzenie: genialny
cRPG zachwycający swoją głębią, dopracowaniem oraz przytłaczającym,
postapokaliptycznym klimatem. Jakiś czas temu okazało się, że najnowsza,
trzecia część, która umarła w fazie produkcji, została wykupiona przez Bethesdę,
wraz z prawami do całej marki. Czy twórcy, bardzo cenionego, Obliviona, stanęli
na wysokości zadania, czy też rzesze fanów, które czekały na premierę kolejnej
odsłony Fallouta, czeka kubeł zimnej wody?
Pamiętacie
film „Zakochany Szekspir" opowiadający w swobodnym stylu o postaci dramaturga ze
Stratford? Albo uwspółcześnioną
ekranizacje „Romea i Juli" z Leonardem DiCaprio w roli nieszczęśliwego
kochanka? Najnowsza książka Christophera Moora to na pierwszy rzut oka podobny
twór, nawiązujący w swej linii fabularnej przede wszystkim do szekspirowskiego
„Króla Leara".